Polska, Rydzewo
w mazurskiej knajpie
26 czerwca 2004; 405 przebytych kilometrów

Jesteśmy z powrotem w Rydzewie. Musieliśmy wrócić po te dwie osoby.
Jaka rewelacyjna knajpa tu jest! Cała drewniana, mazurska chata. W środku same stare sprzęty, lustra, szafy, jest nawet fotel na biegunach. I pełno kotów sobie swobodnie chodzi, bardzo mi się to podoba. Nikomu nie przeszkadzają, bo grzecznie podłogi się trzymają.
Ja, Michał i Jacek pstrykamy fotki. Adam wznosi oczy do nieba. Może to i śmieszne, ale trzeba utrwalić to piękne miejsce.
Tylko ceny skutecznie odstraszają.
Wszyscy już śpią. Byliśmy znów w knajpie na meczu. Tym razem zabrałam z sobą książkę, która się jednak nie przydała, bo poszliśmy na spacer do lasu. Co za zapach! Na jezioro on nie dociera, niestety.
Zapdał zmrok i gdzieś na łące coś zaryczało kilka razy. Miałam nadzieję, że to nie żadne dzikie zwierzę. Chyba to był byk, bo stało tam wiaderko i micha, ale kto wie.
Było kilka zakrętów, ale jakoś trafiliśmy z powrotem. Mam dobrą orientację w terenie na szczęście.
Pada deszczyk, mam nadzieję, że do rana przestanie.
Rano.
Czekamy na Marcina i Anetę. Michał odwiózł Gosię i Jacka do Giżycka.